Zapiekanka z kurczaka z makaronem ferretto czyli Ladyphoto kulinarnie

Tym razem z innej bajki….postanowiłam podzielić się z Wami przepisem na świetną zapiekankę którą sama stworzyłam i która jest niebiańsko pyszna. Uwielbiam makarony i ostatnio postanowiłam spróbować nowego rodzaju -„ferretto”, który jest dostępny m.in. w sieci sklepów Lidl. Do przygotowania tego dania potrzebujecie następujące składniki:
– pierś z kurczaka,
-opakowanie makaronu (najlepiej ferretto),
– śmietankę 30 %  200 ml,
– opakowanie świeżego szpinaku + 3 ząbki czosnku
– 4 duże łyżki słonecznika łuskanego,
-ser mozarella do posypania,
– przyprawy tj. kminek,curry,słodka papryka, pieprz, pomidory w proszku,
– sól
 Kurczaka kroimy w kosteczkę, podpiekamy na maśle (około 2 łyżki) i dodajemy około 1 łyżki stołowej kminku i papryki słodkiej mielonej, do tego łyżeczkę curry, trochę soli i pieprz. Szpinak myjemy, kroimy i podpiekamy również na masełku na osobnej patelni, dodajemy czosnek i zalewamy śmietanką. Do ugotowanego makaronu dodajemy kurczaka i szpinak, całość mieszamy i dajemy do naczynia żaroodpornego. Następnie na patelni prażymy słonecznik, który potem dodajemy do potrawy. Mieszamy i posypujemy mozarellą. Przykrywamy i dajemy do piekarnika na termoobieg i temp. 170. st. C. Zapiekanka ma się tak piec około 20 minut.
SMACZNEGO 🙂


Zdjęcie to pomocnik naszej pamięci

Czy zastanawialiście się co najczęściej przywołuje wasze wspomnienia? myślałam o tym niejednokrotnie i stwierdziłam że to zdjęcia najbardziej przypominają nam o danej chwili i o osobie którą kiedyś spotkaliśmy w przeszłości. Miewam również takie skojarzenia przy zapachu lub piosence ale są one bardziej ogólne i nie tak wyraziste. Wczoraj idąc do sklepu poczułam zapach bukszpanu i tak sobie przypomniałam, że  tak pachniało podwórko mojej babci…A co powiecie o zapachu oranżady? oczywiście wszyscy jednogłośnie stwierdzą po prostu „dzieciństwo”. Mam dużo zdjęć z okresu dzieciństwa swoich dzieci…swoich mam zaledwie może 5 w tym znienawidzone zdjęcie na osiołku i 3 trzy zdjęcia w tym samym stroju robione w domu przy misiu przy paprotce i z maminką moją kochaną…. do tego dochodzą zdjęcia robione  w przedszkolu z gwiazdorem i to jest the end wspomnień. Nasze dzieci będą łatwiej mogły wrócić do swojej przeszłości i o to są na pewno bogatsze od naszego pokolenia….więc aparaty w dłoń i zdjęcia do albumów papierowych – nie wirtualnych 🙂


Bąk złośnik

Każdy z nas ma swój ulubiony wiersz który tkwi w jego pamięci pomimo upływu lat. Ja zawsze wracam do trzech autorów: Leśmiana, Asnyka i Baczyńskiego.Ze wszystkich zbiorów najbardziej lubię wiersz ktory został przepięknie zaśpiewany przez Marka Grachutę … „W mailinowym chruśniaku” Leśmiana. Piękny, zmysłowy, czarujący …poczytajcie sami:

W malinowym chruśniaku, przed ciekawych wzrokiem
Zapodziani po głowy, przez długie godziny
Zrywaliśmy przybyłe tej nocy maliny.
Palce miałaś na oślep skrwawione ich sokiem.

Bąk złośnik huczał basem, jakby straszył kwiaty,
Rdzawe guzy na słońcu wygrzewał liść chory,
Złachmaniałych pajęczyn skrzyły się wisiory
I szedł tyłem na grzbiecie jakiś żuk kosmaty.

Duszno było od malin, któreś, szapcząc, rwała,
A szept nasz tylko wówczas nacichał w ich woni,
Gdym wargami wygarniał z podanej mi dłoni
Owoce, przepojone wonią twego ciała.

I stały się maliny narzędziem pieszczoty
Tej pierwszej, tej zdziwionej, która w całym niebie
Nie zna innych upojeń, oprócz samej siebie,
I chce się wciąż powtarzać dla własnej dziwoty.

I nie wiem, jak się stało, w którym okamgnieniu,
Żeś dotknęła mi wargą spoconego czoła,
Porwałem twoje dłonie – oddałaś w skupieniu,
A chruśniak malinowy trwał wciąż dookoła. 



Starego młyna czar i przyjaźń

Młyn który przez przypadek mogliśmy obejrzeć w okolicy Ojcowa pachniał starością, był tajemniczy, pełen półcieni i promieni słońca chcących usilnie wtargnąć do środka. Niezwykle czułam się tam dobrze…trochę jakbym cofnęła się do innych czasów, gdzie wszystko wyglądało i działało inaczej, gdzie człowiek był bardzo istotnym elementem tego, co powstaje. Od dawna mamy sentyment do takich miejsc, bo bardzo fascynują i pociągają pewną tajemniczością. Młyn ten należy do osoby prywatnej, która prowadzi gospodarstwo agroturystyczne, więc nie jest dostępny dla każdego turysty przechadzającego się po tych okolicach, a szkoda bo naprawdę warto go zobaczyć. Czas kiedy tam byliśmy był dla nas niezbyt łatwy bo mieliśmy dość płomienną przygodę z naszym autem, ale przyjazd naszych przyjaciół i urok miejsca dały nam chwilę na złapanie oddechu i przemyślenia. Dzięki Asia, Beata, Kuba i Darek, że jesteście 🙂


Cudne wiejskie klimaty

 

 

Siano pachnie snem
siano pachniało w dawnych snach
popołudnia wiejskie grzeją żytem
słońce dzwoni w rzekę z rozbłyskanych blach
życie – pola – złotolite

Wieczorem przez niebo pomost
wieczór i nieszpór
mleczno krowy wracają do domostw
przeżuwać nad korytem pełnym zmierzchu.

Nocami spod krzyżów na rozdrogach
sypie się gwiazd błękitne próchno
chmurki siedzą przed progiem w murawie
to kule białego puchu
dmuchawiec

Księżyc idzie srebrne chusty prać
świerszczyki świergocą w stogach
czegóż się bać

Przecież siano pachnie snem
a ukryta w nim melodia kantyczki
tuli do mnie dziecięce policzki
chroni przed złem

aut. Józef Czechowicz